poniedziałek, 10 marca 2014

A ostatnio...

... kiedy dzieci śpią i Iza śpi (a dlaczego ona, to potem wyjaśnię) dłubię sobie różne takie ze świecących "paciorków" haha.

Całkiem niedawno obudziła się we mnie mała dziewczynka, która na widok błyszczących koralików robi się jak sroka i koniecznie chce mieć. Sprawa druga - chciałam się "naumieć" kolejnej umiejętności związanej z szydełkiem i nie tylko. Na Dzień Kobiet zamiast kwiatka dostałam więc wieeelką pakę szklanych koralików! No i robię! I już to kocham!

Tytułem wstępu i wyjaśnienia jak to się zaczęło dodam jeszcze, że, jak co roku, śledziłam z zapartym tchem aukcje Biżuteryjek dla WOŚP (piękny projekt! Wspaniała akcja, wspaniała organizacja, a biżuteria tworzona przez dziewczyny ma w sobie nie tylko niesamowity urok ale i mnóstwo serca!). I dwa projekty zwaliły mnie z nóg (dosłownie!). Każdy projekt piękniejszy, z każdym rokiem większy rozmach, a cuda tworzone przez tyle zdolnych rąk po prostu niesamowite! Tłumacząc dalej: do tej pory nie znosiłam organicznie koralikowej biżuterii - normalnie prawie torsji dostawałam na sam jej widok :-/ - do czasu... Kiedy zobaczyłam tą kolię Rho Ophiuchi i tą kolię Forest of Desire to jak babkę w czapkę oniemiałam! W życiu nie myślałam, że takie cuda można zrobić z tych małych, tyci tyci, świecących, szklanych koralików!! I zachorowałam! No zachorowałam na cacy amen ;-). Spać po nocach nie mogłam, siedziałam i czytałam - z czym to się je i o co chodzi. Gdy się już naczytałam - postanowiłam spróbować. I tak to mój mega cierpliwy małż podarował mi pudło koralików i powiedział "a popleć sobie"...

To wszystko było tytułem wstępu. Teraz do dzieła.

Mój wisior to jednakże nie dzieło - to marna próbka zabawy koralikami - ot taka nauka, a jednak zadowolona jestem i już miał swoją premierę do białej koszuli :-). Już wiem, że dzieła, które stworzyły dziewczyny, to efekt kilkuset godzin pracy (jakby wszystko zsumować) i coś czego pewnie nigdy nie osiągnę. Ale zabawa jest przednia - i to nie tylko dla mnie, ale okazało się, że również dla mojej Izabeli - gdy tylko wyciągam koraliki, momentalnie jest przy mnie i nie ważne czy są one nawleczone na nitkę i robię sznur szydełkowy, czy są one wysypane na tacce i po prostu nimi haftuję - kot dostaje świra :-). Najchętniej by się w nich wytarzała i rozkopała wszystkie - dostała więc swój własny sznurek koralikowo-szydełkowy - okazuje się jednak, że to JA muszę się zajmować tymi koralikami i tylko wtedy są taaaaakie fajne ;-).

Dobra - koniec tekstu, czas na foty.


 Wisior to kaboszon ceramiczny crackle w kolorze głębokiego turkusu, opleciony koralikami TOHO Round 11o i 15o w kolorze morskim, turkusowym i srebrnym. Zawieszka wykonana ściegiem flat peyote z koralików TOHO Round 15o.
 

Całość zawieszona na sznurze koralikowo-szydełkowym na 6 koralików w rzędzie - koraliki TOHO Round 11o.


Sznur zamknięty zakończeniami srebrnymi z dodatkowym łańcuszkiem pozwalającym na regulację długości.


Wisior od spodu podszyty niebiesko-turkusową skórą naturalną.


Wiem już po tej "robótce", że ta biżuteria jest okropnie trudna do fotografowania i zdjęcia nigdy nie oddadzą tego, jak te szklane pchełki (bądź co bądź są to koraliki o wielkości 1,5mm i mniejsze) się błyszczą i mienią w świetle. Ale ważne, że ja mam satysfakcję z wykonania tegoż to naszyjnika :-).

Beading wchodzi więc na stałe do moich hobby, będę ćwiczyć dalej - może kiedyś... :-)

Tak btw to jest to hobby niesamowicie relaksujące - wymaga maksymalnego skupienia na tych bardzo małych koralikach, nie pomylenia kolejności, precyzyjnego szycia etc. - człowiek skupia się tylko na tym i świat przestaje istnieć - coś pięknego :-D.


Dobra - rozpisałam się, a teraz ściskam ciepło żegnając Was i wracając do zabawy koralikowej.

Monika / Viva

poniedziałek, 17 lutego 2014

Światowy Dzień Kota!

Oł jeeeeah!
 To już dzisiaj!!



Tak oto, jak na zdjęciu powyżej, Światowy Dzień Kota przywitała moja Izabela :-).

Następnie przeszła do wypełniania swojego napiętego grafiku na każdy dzień, czyli 20 godzin snu na dobę ;-).



Wyjątkowo piękna u nas dzisiaj pogoda - słoneczko miło grzało przez szybkę, można się było wyyyyciągnąć :-).

Tak czy siak rozpieszczaliśmy dzisiaj Izę do granic możliwości... A ja poczekam, aż będzie już zupełnie ciemno i pognam jeszcze do naszych lokalnych trzech bezdomniaczków z meeeega porcją karmy (chociaż i tak od tego karmienia grubsze są niż dłuższe hehe) i przysmaków, żeby też miały coś z tego dnia.

A może ktoś z Was się przyłączy i też kupi jakąś puszeczkę małą i postawi dzisiaj w miejscu gdzie bezdomniaczki najczęściej koczują...?

Och bardzo bym chciała, żeby każdy kociak dzisiaj czuł się dokładnie tak:



Ściskam ciepło!

poniedziałek, 3 lutego 2014

Po dłuuugiej przerwie...

Witam ciepło!

Długo mnie nie było, oj długo - dziękuję Wam za troskę i pytania co ze mną, nie miałam nawet czasu odpowiedzieć :-(. 
W skrócie to w pierwszej połowie grudnia sen z powiek (dosłownie) spędzała nam Izabela:


Trochę badań jeszcze przed nami, ale mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze z naszą kotą.

Od świąt do dwóch tyg. temu walczyliśmy z zapaleniem płuc (po kolei: starszy synek, młodszy miś, a na końcu ukochany - tylko mnie jakoś los oszczędził, chyba tylko po to, żeby miał kto skakać koło tej trójki, którzy do spółki z Izą byli mega męczący i wymagający :-/). A ostatnie dwa tygodnie to ferie, które na szczęście dobiegły końca i moje dziecięcia powróciły dziś do placówek oświatowych :-D.

Jeżeli chodzi więc o twórcze działania - próżnowałam ;-P. Coś tam zeszło z szydełka, coś powstało z papieru, ale generalnie pochłaniałam książki :-). 

Ostatnio jednak okazja zmobilizowała mnie do paprania w kleju. W sobotę mieliśmy przyjemność uczestniczyć w chrzcinach maleńkiej Klary - nie mogłam zjawić się na nich bez ręcznie przygotowanej kartki...


Bardzo podobną robiłam już dwa razy, ale jakoś pasuje mi ten układ :-).


Dużo warstw, obrazek pokryty UTEE.


Jak na ponad dwa miesiące przerwy to niewiele, ale zawsze coś :-).


A do obecnej pogody za oknem mam podejście jak moja Iza - najchętniej obudźcie mnie jak przyjdzie wiosna ;-).



Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny i ciepłe słowa!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Stella - owca akrobatka!

Witajcie kochani!

Dzisiaj szydełkowo... Dawno już nie było nic nowego, to jest owca. Owca powstawała dosyć długo bo ponad miesiąc, chociaż skomplikowana wcale nie jest, ale tak mi ostatnio robótki idą sprawnie :-).

Stella powstała na konkurs Amigurumiatterns.net na który należało zrobić dowolnego zwierza w stroju realnie pasującym do jakiegoś zawodu. Zwierza należało wyszydełkować wg własnego wzoru. No i ja wymyśliłam sobie owcę, jako że takiej zwierzyny jeszcze nie robiłam.

Poznajcie Stellę:


Stella jest akrobatką - ćwiczy z szarfą. 
Na początku była po prostu baletnicą, ale znudziła się i przerzuciła się na szarfę :-).


Żadna figura akrobatyczna nie jest jej obca :-)...


Na stojąco z przodu prezentuje się tak:


A na siedząco tak:


A ten mały, schowany pod spódniczką ogonek po prostu uwielbiam ;-P:



Koleżankę sfotografować łatwo nie było, bo po pierwsze było kompletnie ciemno i musiałam niestety zaaranżować scenę przy świetle sztucznym, po drugie scena ta została umiejscowiona w jedynym miejscu blisko lampki, które jest niestety miejscem Izabeli...


Kota na początku po prostu wpadła sprawdzić co za dziwo zajmuje jej ulubioną, parapetową miejscówkę. Kiedy zorientowała się, że nie tylko miejscówka została zajęta, ale również legowisko poszło fruu na rzecz jakichś kartonów i różowo szarej potwory, postanowiła się z nią rozprawić raz a dobrze...


W bitwie tej Stella poległa - straciła szarfę i  została przygnieciona łapami trafiając w paszczę Izy. Wrzeszczącą z przerażenia uwolniłam ze szczęk Nocnej Furii i podzieliłam miejscówki na parapecie...


Izabela jakoś to zniosła, ale za szczęśliwa nie była, więc gdy bohomaza zniknęła w końcu, kota rozłożyła się i parę godzin nie opuszczała swojej miejscówki, żeby aby przypadkiem nikt tak już nie... ;-).




Kochani - od dzisiaj przez tydzień na Amigurumipatterns.net trwa głosowanie, więc jeżeli spodobała Wam się moja Stella to wdzięczna bym była za oddanie na nią głosu - podpisana jest Stella - the ACROBAT sheep :-) - by Viva (łatwo znaleźć klikając CTRL+F i wpisując Stella - jest tylko jedna) - aby głos był ważny należy wybrać jeszcze 4 prace - pojawi się wtedy okienko gdzie należy wpisać swój nick i email i wtedy dopiero głos jest zaliczany. Będę wdzięczna za każdy głosik i dziękuję z góry!


Ściskam bardzo ciepło!

Monika / Viva

niedziela, 27 października 2013

Pamiątka Chrztu Świętego

a właściwie dwie pamiątki :-).

Dla rodzeństwa, które sakrament Chrztu Świętego przyjęło wczoraj.

Kartki robione na wzór tej. Nie mogłam niestety wykorzystać swojego ulubionego "chrzcielnego" stempla, ponieważ dzieciaczki przystępujące do chrztu szły do ołtarza na własnych nogach :-) (mają 6 i 5 lat :-) ). Wybrnęłam z tego motywem świeczki i krzyża.


Kartki niemalże identyczne, różowa oczywiście dla dziewczynki - Zosi, niebieska dla Ludwika :-).


Obie świeczki ozdabia sztuczny śnieg imitujący wosk.


Kartki są bardzo mocno 3D.


Krzyż pokryty glossy accent...


... tak samo jak świeczki w całości :-).


Kartki "zamknięte" w pudełkach:


Pudełka oczywiście z "oknem":




Ściskam bardzo ciepło i dziękuję Wam za odwiedziny i miłe słowa, które tu po sobie zostawiacie!

Monika / Viva